Gdy terapia grzęźnie w szczegółowej analizie problemu, naturalnie pojawia się pytanie, czy można rozmawiać o zmianie bardziej konkretnie i bez wielomiesięcznego krążenia wokół tych samych tematów. Steve de Shazer był jednym z twórców podejścia skoncentrowanego na rozwiązaniach, które przenosi uwagę z diagnozowania trudności na budowanie pożądanej przyszłości. Wyjaśniam, kim był, na czym polega jego metoda, jak działają pytania o cud i skalowanie oraz gdzie znajdują się granice tego podejścia.
Najważniejsze idee podejścia skoncentrowanego na rozwiązaniach
- Steve de Shazer współtworzył terapię krótkoterminową skoncentrowaną na rozwiązaniach razem z Insoo Kim Berg.
- Metoda skupia się na celach, zasobach i wyjątkach, czyli sytuacjach, w których problem był słabszy albo chwilowo nie występował.
- Do najbardziej znanych narzędzi należą pytanie o cud, pytania skalujące i pytania o to, co już się poprawiło.
- „Krótka” terapia nie oznacza z góry ustalonej liczby spotkań, lecz koncentrację na tym, co użyteczne dla konkretnej osoby.
- Podejście może wspierać terapię, coaching, pracę socjalną i edukację, ale nie zastępuje diagnozy ani leczenia w każdej sytuacji klinicznej.

Kim był Steve de Shazer i skąd wzięła się jego metoda
Steve de Shazer urodził się w 1940 roku w Milwaukee, a zmarł w 2005 roku w Wiedniu. Był psychoterapeutą, autorem i jednym z pionierów terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach. Razem z Insoo Kim Berg rozwijał tę koncepcję w założonym w 1978 roku Brief Family Therapy Center w Milwaukee.
Najważniejsza zmiana nie polegała na tym, że terapeuta przestał interesować się problemem. Chodziło raczej o zmianę proporcji. Zamiast bez końca pytać, dlaczego trudność powstała, terapeuta badał, po czym poznać poprawę, kiedy problem jest mniej dokuczliwy i jakie działania klient już podejmował.
Na rozwój tego sposobu pracy wpłynęły między innymi badania nad terapią krótkoterminową prowadzone w Mental Research Institute w Palo Alto. Zespół z Milwaukee analizował rozmowy terapeutyczne, obserwował momenty poprawy i sprawdzał, które pytania pomagają klientom opisać konkretną zmianę. To podejście było bardzo praktyczne, a nie wyłącznie teoretyczne.
De Shazer opisywał terapię jako proces wspólnego budowania rozwiązania. Terapeuta nie miał być ekspertem od całego życia klienta, lecz uważnym rozmówcą, który pomaga dostrzec użyteczne różnice. Ta perspektywa do dziś dobrze pasuje do pracy z osobami, które nie chcą być sprowadzone do diagnozy albo historii kryzysu.
Na czym polega terapia skoncentrowana na rozwiązaniach
Podstawą tej metody jest założenie, że rozwiązanie nie zawsze jest lustrzanym odbiciem problemu. Aby pomóc osobie, nie trzeba w każdym przypadku dokładnie odtworzyć wszystkich przyczyn trudności. Czasem większą wartość ma ustalenie, co klient chce robić inaczej jutro rano, podczas rozmowy z partnerem albo w pracy.
Terapeuta pomaga przełożyć ogólny cel na obserwowalne zachowania. Zdanie „chcę mieć więcej spokoju” może stać się pytaniem o to, po czym dana osoba rozpozna spokojniejszy dzień. Odpowiedzią może być wyłączenie telefonu po 21:00, krótsza kłótnia, spokojniejsze rozpoczęcie pracy albo pierwszy spacer po kilku tygodniach siedzącego trybu życia.
W tym podejściu ważne są trzy elementy:
- preferowana przyszłość, czyli konkretny obraz tego, jak klient chce funkcjonować;
- wyjątki, a więc chwile, w których problem nie wystąpił albo miał mniejszą siłę;
- zasoby, czyli umiejętności, relacje, decyzje i doświadczenia, które można ponownie wykorzystać.
Nie oznacza to naiwnego myślenia, że wystarczy „skupić się na pozytywach”. Dobra praca skoncentrowana na rozwiązaniach uznaje cierpienie, ale nie pozwala, by stało się ono jedynym opisem człowieka. Właśnie ta równowaga wydaje mi się najcenniejsza: problem jest ważny, lecz nie musi zajmować całej rozmowy.
Najważniejsze narzędzia stworzone wokół tej koncepcji
Pytanie o cud
Najbardziej rozpoznawalnym narzędziem jest pytanie o cud. W uproszczeniu brzmi ono tak: „Załóżmy, że podczas snu wydarzył się cud i problem, z którym przychodzisz, został rozwiązany. Po czym rano poznasz, że coś się zmieniło?”.
Nie chodzi o fantazjowanie dla samego fantazjowania. Pytanie pomaga przejść od abstrakcji do szczegółu. Terapeuta dopytuje, co klient zrobi inaczej, co zauważą bliscy, jak zmieni się jego zachowanie i który sygnał pojawi się jako pierwszy. Dzięki temu „chcę być szczęśliwszy” może zamienić się w opis realnego kierunku działania.
Pytania skalujące
Skala od 0 do 10 służy do uporządkowania doświadczenia, a nie do wystawienia psychologicznej oceny. Można zapytać, gdzie osoba znajduje się dziś, gdzie chciałaby być za tydzień i co sprawiłoby, że przesunie się o jeden punkt.
Najbardziej użyteczne pytanie nie brzmi jednak „dlaczego nie wyżej?”. Lepsze jest spokojne dopytanie o to, co już pozwoliło osiągnąć obecny wynik. Jeśli ktoś ocenia swój poziom energii na 4, to znaczy, że nie jest na 0. Ta różnica może ujawnić konkretne zachowania, które warto wzmacniać.
Wyjątki i pytanie o wcześniejszą poprawę
Wyjątkiem jest moment, w którym problem mógł wystąpić, ale był słabszy, krótszy albo w ogóle się nie pojawił. Przykładowo osoba mająca trudność z asertywnością mogła odmówić jednej prośbie w pracy, choć zwykle zgadza się na wszystko.
Terapeuta nie traktuje takiego zdarzenia jako przypadku. Pyta, co klient zrobił, kto mu pomógł, co było inne i jak można zwiększyć szansę na podobną sytuację. W praktyce to przesuwa rozmowę z „nie potrafię” do „co sprawiło, że tym razem się udało?”.
Przeczytaj również: Mózg gadzi w psychologii - metafora czy fakt?
Pytanie o zmianę przed pierwszą sesją
De Shazer i jego współpracownicy zauważyli również, że niektórzy klienci zaczynają coś zmieniać jeszcze przed spotkaniem. Mogą na przykład odbyć ważną rozmowę, lepiej przespać noc albo po raz pierwszy nazwać swój cel.
To drobne pytanie ma duże znaczenie, bo pokazuje klientowi, że nie przychodzi całkowicie bezradny. Zamiast zaczynać od zera, można przyjrzeć się temu, co już zaczęło działać i jak to podtrzymać.
Jak wygląda rozmowa w praktyce
Wyobraźmy sobie osobę, która mówi: „Nie radzę sobie w nowej pracy i cały czas się stresuję”. W tradycyjnej rozmowie można długo analizować źródła lęku, wcześniejsze doświadczenia i relacje z przełożonym. Podejście skoncentrowane na rozwiązaniach może pójść inną drogą.
Terapeuta zapyta, po czym klient pozna, że radzi sobie odrobinę lepiej. Być może odpowiedź będzie bardzo konkretna: „Zacznę zadawać pytania na spotkaniach zamiast milczeć”. Następne pytania mogą dotyczyć sytuacji, w której już raz to zrobił, osoby, przy której jest mu łatwiej, oraz najmniejszego kroku możliwego do wykonania następnego dnia.
Przykładowy tok rozmowy może wyglądać tak:
- Ustalenie, co klient chce osiągnąć, zamiast pozostawania wyłącznie przy opisie trudności.
- Opisanie pożądanej zmiany w zachowaniach, relacjach i codziennych decyzjach.
- Poszukanie wyjątków oraz wcześniejszych prób, które przyniosły choć częściową poprawę.
- Wybranie małego, realistycznego działania, na przykład zadania jednego pytania podczas najbliższego zebrania.
- Sprawdzenie na kolejnym spotkaniu, co było lepsze i co warto kontynuować.
To nie jest gotowy scenariusz do mechanicznego odtwarzania. Największa trudność polega na tym, by pytania nie brzmiały jak formularz. Gdy terapeuta zadaje pytanie o cud bez prawdziwej ciekawości, rozmowa szybko staje się sztuczna. Liczy się sposób prowadzenia dialogu, nie sama lista technik.
Co ta metoda daje, a czego nie obiecuje
Największą zaletą podejścia jest jego użyteczność. Klient wychodzi z rozmowy nie tylko z lepszym rozumieniem problemu, lecz także z bardziej konkretnym obrazem tego, co może zrobić. Metoda dobrze sprawdza się tam, gdzie potrzebne są małe, zauważalne kroki, na przykład w pracy z kryzysem relacyjnym, trudnością wychowawczą, obniżoną motywacją czy decyzją życiową.
Drugą mocną stroną jest szacunek dla autonomii klienta. Terapeuta nie narzuca jednej definicji dobrego życia i nie zakłada, że wie lepiej, co powinno być celem. To szczególnie ważne w pracy z młodzieżą, rodzinami i osobami, które źle reagują na mentorski ton.
Granice są jednak realne. Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach nie powinna być używana jako pretekst do pomijania ryzyka samobójczego, przemocy, uzależnienia, psychozy czy poważnych objawów wymagających diagnozy psychiatrycznej. W takich sytuacjach potrzebna jest szersza ocena kliniczna, a czasem także leczenie farmakologiczne lub interwencja kryzysowa.
Nie przekonuje mnie też przedstawianie tej metody jako uniwersalnego skrótu. Krótka forma nie oznacza, że każdy problem rozwiąże się w jednej rozmowie. Efekt zależy od rodzaju trudności, gotowości klienta, jakości relacji terapeutycznej i tego, czy wybrany cel rzeczywiście jest jego własnym celem.
Najważniejsze książki i dziedzictwo de Shazera
Do najważniejszych książek autora należą Patterns of Brief Family Therapy z 1982 roku, Keys to Solution in Brief Therapy z 1985 roku oraz Clues z 1988 roku. Później ukazały się między innymi Putting Difference to Work i Words Were Originally Magic. Współtworzona z Insoo Kim Berg książka More Than Miracles została opublikowana już po jego śmierci.
Dla początkującego czytelnika nie wszystkie te pozycje będą łatwe. De Shazer pisał oszczędnie, czasem abstrakcyjnie i chętnie podważał oczywiste założenia psychoterapii. Jeśli ktoś chce szybko zrozumieć praktykę, lepiej zacząć od materiałów pokazujących dialog terapeutyczny, a dopiero później sięgnąć po bardziej teoretyczne książki.
Jego wpływ wykracza poza gabinet. Pytania o wyjątki, skalowanie i pożądaną przyszłość wykorzystuje się dziś w coachingu, mediacji, edukacji, pracy socjalnej i zarządzaniu zespołami. Nie każda rozmowa rozwojowa jest terapią, ale wszędzie tam, gdzie człowiek potrzebuje przejść od narzekania do konkretnego następnego kroku, idee te pozostają zaskakująco aktualne.
Jak rozsądnie korzystać z tej inspiracji na co dzień
Najbezpieczniej potraktować te narzędzia jako sposób porządkowania rozmowy, a nie samodzielną terapię. Można zapytać siebie, po czym poznam niewielką poprawę, kiedy ostatnio było choć trochę łatwiej i co wtedy zrobiłem inaczej.
Największą różnicę robi zwykle nie spektakularny przełom, lecz jedna dobrze opisana zmiana. Właśnie w tym widzę trwałą wartość dorobku Steve’a de Shazera: problemy nie znikają od samego mówienia o nadziei, ale konkretna obserwacja, współpraca i mały krok potrafią przywrócić człowiekowi poczucie wpływu.